Czy reklama internetowa działa? I dlaczego (przeważnie) nie?

Wszyscy w branży internetowej chcą, żeby reklama internetowa działała, była bardzo skuteczna i żeby wszyscy odpowiedzialni za budżety reklamowe wiedzieli jakie cuda potrafi zdziałać.

Nie wszystko jednak jest tak różowe, a i ocena skuteczności daleka jest od jednoznacznej. Postaram się więc odpowiedzieć dziś na kilka pytań:

  • Czy reklama internetowa działa?
  • Dlaczego w większości jednak nie działa?
  • Kiedy może być skuteczna?
  • Dlaczego reklama w wyszukiwarkach (SEM) to najczęściej marnowanie pieniędzy?
  • Jak nie marnować pieniędzy?

Czy reklama internetowa działa?

Najbardziej szczera i prawdziwa odpowiedź na to pytanie jest: tego nie wie nikt.

Jeśli się temu bliżej przyjrzeć, to można znaleźć wiele dowodów na to, że bardzo często nie działa. Albo konkretniej: nie jest tak skuteczna, jak myślimy.

Parę miesięcy temu na Slate.com wyszedł artykuł, który w większości przeszedł bez echa: “We Have No Idea If Online Ads Work”.

Podtytuł artykułu: “The Internet has given us an ocean of data. Turns out, most of it is pretty useless.”

Artykuł ten bazuje na szeroko zakrojonym i precyzyjnym badaniu przeprowadzonym przez profesora Tadelisa i jego team w jednym z większych graczy online: eBay.

Badanie miało odpowiedzieć na pytanie tytułowe, “Czy reklama działa?” i sprawdzić czy gdyby nie było reklamy to ludzie mimo to nie kupiliby tych samych rzeczy, w tym samym miejscu.

Pierwszy test jaki przeprowadzili to sprawdzenie jaki efekt będzie miało wycofanie reklam z wyszukiwarek na frazę “eBay”, co według nich było najbardziej ewidentnym marnowaniem pieniędzy.

Żeby badanie było wiarygodne i nosiło przynajmniej znamiona naukowego, musiało ono być równoległe, a nie przesunięte w czasie. Osiągnięto to poprzez wycofanie reklam z Yahoo i MSN, a pozostawienie w Google.

Okazało się, że reklama brandingowa nie miała praktycznie żadnego wpływu. A jednak eBay płacił za te wszystkie reklamy, tuż pod którymi widniał ich własny organiczny link.

Szybka dygresja o marnowaniu pieniędzy

Zanim przedstawię wyniki badań z eBaya, szybka dygresja i spojrzenie na nasze własne podwórko.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć w jakim celu firmy wydają kasę, żeby pokazać sponsorowany wynik powyżej swojego organicznego.

Gdyby konkurencja również prowadziła kampanię na tę frazę, to jeszcze jako tako da się to uzasadnić. Choć też tylko częściowo.

Ale już takie przykłady zupełnie mijają się z celem i są po prostu wyrzucaniem pieniędzy w błoto:

komputronik
Wyniki dla słowa kluczowego “Komputronik”. Pomarańczowa – reklama, zielony – organiczny wynik.

Komputronik płaci za to, żeby na górze mieć wynik mniejszy i mniej funkcjonalny, niż mieliby za darmo. Tym samym daje Googlowi zarobić tylko po to, żeby móc zająć swoimi wynikami 80% ekranu wyników.

empik
Wyniki dla “empik”

Empik płaci za to, żeby mieć jeszcze mniej funkcjonalny link na górze, niż mają organicznie za darmo.

agito
Wyniki dla “Agito”

Tutaj jest odrobinę lepiej, niż w powyższych przypadkach, ale tylko dlatego, że organiczny wynik jest “goły” i nie jest rozbudowany, a płatny ma dodatkowe dwa linki i informację o darmowej dostawie.

Przy minimalnym wysiłku wszystko to można byłoby osiągnąć również przy wyniku organicznym i przestając płacić za powyższą reklamę można byłoby spodziewać się dokładnie takich samych wyników sprzedaży, ale też można dopisywać co miesiąc zaoszczędzone na kampanii pieniądze do wyniku firmy.

Przypadki w których reklama brandingowa w wyszukiwarkach jest częściowo uzasadniona to np. Saturn, Euro RTV AGD, Media Markt czy Merlin. W ich przypadku na frazę “Saturn” czy “Euro” na pierwszych miejscach są wpisy z Wikipedii o planecie i o walucie.

Czy jednak rzeczywiście ludzie są tak naiwni, że jeśli nie mają na pierwszym miejscu wyniku saturn.pl, to bezmyślnie klikną na artykuł o planecie i będą się dziwić dlaczego się tu znaleźli?

Jest też oczywiście wiele firm, które nie wyrzucają w ten sposób pieniędzy, jak chociażby Allegro czy Piotr i Paweł.

Nie jest to też przypadłość rodzima. Szybkie wyszukiwania po markach globalnych pokazuje ten sam trend. Sponsorowane wyniki mimo organicznych pierwszych miejsc: Vimeo, Hilton, Nike itd.

hilton
Wyniki wyszukiwania dla “Hilton”

Powody wyrzucania pieniędzy

W ciągu ostatnich kilku lat robiłem analizy analityki dla wielu z największych serwisów na świecie (Alexa Top 100), jak i dla mniejszych/średnich firm (napisałem nawet przewodnik po analityce internetowej, opisujący jak wyglądał proces analizy).

Mniej więcej w 80% przypadków, nawet dla tych największych firm, w płatnych kampaniach ciągle pojawiały się kampanie brandingowe.

Kilka razy nawet były gorące sytuacje, kiedy po mojej szczerej analizie trzeba się było tłumaczyć, bo zewnętrzna firma SEM albo dział SEM została bardzo urażona i musiała uzasadnić swoje istnienie.

Według mnie przyczyna takiego stanu rzeczy może być tylko jedna, choć całkowicie niedostateczna.

Jeśli wyznacznikiem, z którego firmy (lub wewnętrzne działy) SEM są rozliczane jest ROI, to najłatwiej jest zrobić kampanię brandingową i mieć świetne wyniki, bo duży procent ludzi z naszej kampanii wszedł i kupił.

Ich wyliczenie: wydaliśmy na kampanię X. Klienci z tej kampanii przyszli i wydali Y. Jeśli Y > X, to jesteśmy świetni, bo firma zarobiła Y-X.

Rzeczywistość: jeśli taka firma nie zrobi nic, to bez tej kampanii klienci przyjdą, wydadzą Y i firma zarobi na czysto Y, a nie Y – X – prowizja dla firmy SEM.

Tylko że wtedy nie można będzie tego przedstawić jako naszego (czyli firmy SEM) sukcesu, nie można będzie pobrać prowizji, doliczyć bonusu za wyniki…

Jeśli ktoś ma na to lepsze wytłumaczenie, to bardzo chętnie je poznam (komentarza poniżej albo bezpośrednio na maila), bo naprawdę nie widzę lepszego.

Jeśli więc firma jako wyznacznik główny ma ROI z SEM, to sprawdza się przypowiastka: be careful what you wish for.

Co w przypadku kampanii na inne słowa kluczowe?

Kolejny test przeprowadzony przez eBay wziął na celownik ogólne słowa kluczowe, bez wzmianki “eBay”.

Chodziło o reklamy pojawiające się przy takich frazach wyszukiwania jak np. “buty”, “gitara elektryczna” itp.

Żeby test był wiarygodny i równoległy, tego typu kampanie zostały zatrzymane w części regionów geograficznych, podczas gdy w innych regionach te kampanie funkcjonowały tak jak poprzednio.

Efekty? Uśredniając, dla wcześniejszych klientów eBay, reklamy nie miały prawie żadnego wpływu. Oni i tak znajdywali drogę do eBaya i tam kupowali to, co chcieli kupić.

Te frazy przyciągały też nowych klientów.

Dla osób, które nigdy nie korzystały z eBaya albo w ogóle nie słyszały o eBayu, te frazy były bardzo zyskowne. Problemem jednak było to, że na każdą taką osobę przypadały dziesiątki osób, które i tak by przyszły na eBay.

Dodając wszystkie koszty i licząc zyski, kampanie w wyszukiwarkach okazały się przynosić straty.

Wyniki byłyby prawdopodobnie zbliżone dla wszystkich dużych graczy na rynku, czy to zagranicznym czy polskim.

Poniższy wykres przedstawia np. efekt wyłączenia kampanii brandingowych.

google-paid-natural
Czerwona linia – transakcje pochodzące z organicznego ruchu Google. Niebieska – z płatnego.

Jak widać, po wyłączeniu płatnych reklam, automatycznie równoważy się ruch i przychód z transakcji organicznych. A pieniądze wydawane na te kampanie pozostają w kieszeni. Po powtórnym włączeniu reklam płatnych wszystko znów wraca do “normy”.

Co z displayem?

Powyższa analiza dotyczyła kampanii w wyszukiwarkach. Podobnie jednak rzecz ma się również w kampaniach displayowych.

Czasem dobrze przemyślane kampanie brandingowe mogą się przełożyć na wzrost zakupów online, ale najczęściej są to pieniądze wydane na zasadzie “mam w tym roku/kwartale tyle zabudżetowane na display, to tyle muszę wydać. Lecimy więc!”

Takie podejście jest niestety zmorą ludzi zajmujących się afiliacją czy małych firm liczących i optymalizujących każdą złotówkę, zaprzęgających każdą z tych złotówek do ciężkiej roboty i odpracowania tego, w co się ją wkłada.

Dla takich firm i podmiotów ciężko wygrać z “monopoly money” tak łatwo wykładanymi przez duże firmy na kampanie brandingowe.

Kiedy reklama może być skuteczna?

Reklama ma sens dla małych i średnich firm, których produkt nie jest jeszcze szeroko znany, klienci nie znają brandu i na dodatek wyniki organiczne nie są wysoko w wyszukiwarce. Wtedy rzeczywiście reklamy służą temu, czemu mają służyć z założenia: pomaganiu potencjalnemu klientowi dotrzeć do produktu, którego poszukuje, nawet jeśli tego produktu jeszcze nie zna.

Ma też sens przesuwanie budżetów na inne dziedziny marketingu: email marketing (bardzo skuteczny i zarówno bardzo niedoceniany) czy też marketing afiliacyjny. W zależności od firmy, produktu i potrzeb.

Jeśli koniecznie chce się wydać pieniądze, to o wiele lepiej jest je przeznaczyć na optymalizację konwersji istniejącego ruchu. Jeśli za ruch płacimy ciągle tyle samo i nie zwiększamy na niego wydatków, a dzięki optymalizacji jesteśmy w stanie wyciągnąć 20%, 40% czy 100% więcej przychodów, to ciężko o lepiej wydane pieniądze.

PS. W następnym artykule będzie analiza branży z punktu widzenia optymalizacji konwersji. Jako pierwszą przeanalizuję branżę telekomów. Jeśli chcesz otrzymać powiadomienie o następnym artykule, dodaj swój email poniżej i dostaniesz powiadomienie jak tylko wyjdzie.

2 Comments Czy reklama internetowa działa? I dlaczego (przeważnie) nie?

  1. Szymon Słowik

    Tekst jest napisany tendencyjnie i kojarzy mi się z tekstami z dużych portali.

    Już na początku: „Czy reklama internetowa działa? I dlaczego (przeważnie) nie?” – to sugeruje, że nie warto inwestować w reklamę internetową.

    „Czy reklama internetowa działa? Najbardziej szczera i prawdziwa odpowiedź na to pytanie jest: tego nie wie nikt.” – to jest robienie wody z mózgu ludziom, bo kampanie SEM są bardzo mierzalne.

    Dopiero na końcu jest wzmianka, że taka forma może faktycznie działać w przypadku firm, których strony nie są w topach, i które nie mają dużej, rozpoznawalnej marki. No ale przecież to jest właśnie 99% podmiotów korzystających z tej formy marketingu! :) Argumentacja poprowadzona bardzo pokrętnie.

    Faktycznie, reklama może być nieskuteczna, a formy rozliczania z agencjami rodzą czasem patologiczne praktyki, część ruchu organicznego może być wypierana przez adsy, ale nie demonizowałbym tego. Pisałem o tym też u siebie na blogu (jak ktoś jest zainteresowany, to link jest pod imieniem i nazwiskiem).

    Reply
    1. Radek Sienkiewicz

      Tytuł ma sugerować, że warto inwestować z głową, a nie że nie warto.

      Kampanie SEM oczywiście są bardzo mierzalne. Tak samo jak jest mierzalna kampania brandingowa, która pokazuje duże CTR-y, duże zaangażowanie ruchu, skuteczność sprzedaży itd.
      Ale ta skuteczność jest porównywana do innego typu ruchu, podczas gdy powinna być porównywana do braku tej kampanii. A to zrobić i odpowiednio zmierzyć jest o wiele trudniej.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *