Czym jest „Nextommerce” i dlaczego już za chwilę będzie „mainstream commerce”?

Czym jest “Nextommerce”?

Na początku wyjaśnię czym jest to “Nextommerce” i dlaczego warto o tym mówić.

Otóż nextommerce to nic innego jak The Next Big Thing. W tłumaczeniu na ludzki znaczy to, że nie jest to ani Big, ani Next. Tak samo jak kiedyś dodanie przedrostka “e” do któregokolwiek z produktów nie czyniło z niego w cudowny sposób biznesu odpornego na odwieczne prawa rynku, tak samo wszystkie następne Big Things z tymi prawami rynku nie wygrają. ebiznes czy e-commerce nie różni się niczym od biznesu czy commerce’u oprócz punktu styczności klienta z biznesem (online zamiast offline).

Wracając więc do nextommerce… Skoro już wiemy, że nie jest to ani nowe, ani rewolucyjne, można spróbować określić w jaki sposób jest inne.

Nextommerce to jest next e-commerce, gdzie next oznacza:

  • Skupienie się na poprawie skuteczności działania biznesu
  • Czyli konwersji (w jej bardzo wielu odmianach)
  • I jej optymalizacji

Czyli jest tym, czym od zawsze był biznes (wprowadzeniem takich procesów, które przez swoją skuteczność tworzą dodatkową wartość, która jest dostatecznie duża, by się znaleźli ludzie, którzy są skłonni za to zapłacić), jednak tym razem ta optymalizacja skuteczności jest wyodrębniona i jej ranga podniesiona do własnej dziedziny. Podobnie jak geometria jest działem matematyki, tak (umowne) nextommerce jest częścią skutecznie działającego biznesu.

Dlaczego nextommerce jest tak ważne?

Skoro już doprecyzowałem, że nextommerce to ładnie nazwane zjawisko zawierające w sobie zagadnienia związane z optymalizacją konwersji, to teraz czas, żeby odpowiedzieć na pytanie dlaczego jest to takie ważne.

Samo stwierdzenie, że jeśli coś jest lepsze (bo bardziej zoptymalizowane) to jest po prostu lepsze, mimo iż niewątpliwie słuszne, nie do końca oddaje istotę problemu. Wymienię więc kilka z wielu zalet nextommerce:

♦ Magiczne słowo (FREE)

Magicznym słowem jest wszechobecne i często nadużywane w anglojęzycznej części sieci, czyli FREE. Jak coś jest dobre i jest za darmo, to jest jeszcze lepsze, prawda?

Co jednak jest za darmo? Dodatkowe zyski, wyższe marże itd. Jednym słowem: pieniądze.

Któż nie chciałby mieć darmowych pieniędzy? A w jaki sposób optymalizacja konwersji ma to zapewnić? Otóż jeśli opieramy się na reklamie, to dodatkowe dochody możemy osiągnąć poprzez zwiększenie budżetu reklamowego (płacimy za dodatkowe zyski). Jeśli opieramy się na SEO, to dodatkowe dochody pochodzą ze zwiększonych budżetów na SEO lub przejście na bardziej szarą stronę mocy. Jeśli stawiamy na virale, to musimy włożyć mnóstwo czasu, wysiłku i pieniędzy na stworzenie viralopodobnych treści i później jeszcze więcej wysiłku na ich właściwą dystrybucję.

W przypadku optymalizacji konwersji za nic nie płacimy – wszystko już mamy. Mamy ruch, który przychodzi do nas na stronę i na nim właśnie działamy. Ten sam ruch, który był wczoraj, tydzień temu i jeszcze dawniej. Poprawiamy coś, co działa, a nie płacimy za pozyskanie większej ilości tego, co działa, ale nie do końca dobrze.

♦ Winner takes it all

Nawet jeśli dana branża czy nisza jest dostatecznie duża, żeby pomieścić wiele podmiotów, przeważnie jeden podmiot jest dominujący, często w bardzo drastyczny sposób. Nie musi to wcale być podmiot, który pierwszy wszedł na ten rynek. Wystarczy, że wszedł nie za późno i potrafił być skuteczniejszy. Później efekt skali tylko umacnia pozycję lidera i dzięki niewielkiej poprawie efektywności różnice w wielkości firmy i dochodów pomiędzy numerem 1 oraz 2, 3, 4 rosną coraz bardziej.

Przykład? Amazon nie był pierwszym sklepem, sprzedającym książki w internecie. Był jednak tak skuteczny w tym co robi, że szybko zajął pozycję dominującą i od lat tylko ją umacnia. Nie do pomyślenia jest teraz, żeby pojawiła się jakakolwiek konkurencja na tym polu dla Amazona.

Czy Amazon był o niebo lepszy od całej reszty? Może i tak, ale możliwe też, że był lepszy tylko trochę. Wystarczająco, żeby być ponad konkurencją. Z czasem zaowocowało to tym, że każdy wydawca myślący o dystrybucji książek online myślał o Amazonie jako opcji #1 i spirala się nakręcała. Małe różnice mogą prowadzić do gigantycznych efektów.

♦ Możesz sobie pozwolić na więcej

  1. Działam skuteczniej
  2. W efekcie mam wyższe marże
  3. Z tych samych nakładów mam więc wyższe zyski
  4. Mogę więc przeznaczyć te wyższe zyski na dalsze pozyskiwanie klientów
  5. Kolejni klienci znowu generują wyższe zyski, tyle że już na większą skalę
  6. Przy kolejnej takiej iteracji stać mnie już na to, żeby wejść w droższe kanały (radio, czasopisma, gazety)
  7. Stać mnie na więcej, więc zarzucam szerzej sieć, przyciągając klientów, na dotarcie do których nie było wcześniej mnie stać
  8. Wracam do punktu #1 i powtarzam cały cykl, za każdym razem powiększając swoją bazę startową (czyli przychody i zyski)

♦ Przyjaciel niecierpliwych i dokładnych

Optymalizacja konwersji jednym z niewielu sposobów zwiększania ROI, który mało że jest bardzo precyzyjnie mierzalny, to na dodatek bardzo szybko pokazujący wyniki. Przy tworzeniu strategii SEO można włożyć dużo czasu i pieniędzy i później już tylko się modlić, że za parę miesięcy to przyniesie efekty i że przychody będą wyższe od kosztów. Czego i tak nie będziemy mogli zmierzyć najprawdopodobniej w ciągu co najmniej sześciu miesięcy. W przypadku optymalizacji konwersji zarówno horyzont czasowy, jak i wyniki są ściśle określone. Raj dla tych, którzy lubią nurzać się w danych i którzy się żywią wskaźnikami.

The Next Big Thing, czyli  the next common thing

Na początku ecommerce’u działalność firm w internecie przypominała dziki zachód i wyścig po złoża złota. Czas i klienci (a częściej ich brak) zweryfikowały te założenia, zmuszając do powrotu do podstaw i do budowania biznesów na dokładnie tych samych zasadach, na których się budowało je od wieków. Internet nie zniósł żadnych praw ekonomii ani nie przepisał reguł rynku. Firmy musiały się do tego dostosować i teraz nikt już nie postrzega żadnych różnic pomiędzy “ebiznesem” a “biznesem”.

Tak samo będzie z optymalizacją konwersji. Jaki odsetek firm przeprowadzał u siebie w ostatnich latach testy A/B albo testy wielowymiarowe (multivariate testing)? Ile w ogóle o czymś takim słyszało? Teraz już się to staje coraz częściej spotykane, co na razie firmom je stosującym daje przewagę konkurencyjną. Jednak kolejnym krokiem będzie sytuacja, kiedy niestosowanie tych narzędzi będzie oznaczało wykluczenie i dobrowolne odpadnięcie, bo będzie to już na tyle powszechne, że niestosowanie tego będzie świadomym działaniem na własną niekorzyść i niemożność konkurowania na rynku.

Tym oto sposobem nextommerce za chwilę się stanie mainstream commerce. I o tym mam zamiar pisać.

Czego można oczekiwać od tego bloga?

Jako że optymalizacją konwersji zajmuję się zarówno zawodowo, jak i prywatnie (długotrwałe hobby), to będę tu poruszał wszelkie tematy z tym związane. Co działa, co nie działa, dlaczego działa, dlaczego nie ma prawa działać, co pokazują liczby, dlaczego takie właśnie są, jaka jest historia stojąca za tymi liczbami, co robić, żeby liczby częściej były pozytywne, niż negatywne itd.
Disclaimer: zawodowo pracuję z klientami zagranicznymi, więc siłą rzeczy często się będą zdarzały terminy anglojęzyczne, jeśli polskie odpowiedniki będą brzmiały zbyt sztucznie lub skostniale. Puryzm językowy ma sens tylko do momentu, kiedy zaczyna przeszkadzać i zakłócać przekaz. Dzięki za zrozumienie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *