Kategorie
Analiza optymalizacji Case study Narzędzia Optymalizacja konwersji

Przewodnik po optymalizacji konwersji: Krok kolejny – Zrozumienie działania swojego biznesu

Dzisiaj kolejna część przewodnika po optymalizacji konwersji: Zrozumienie działania swojego biznesu.

Żeby odpowiednio optymalizować swój biznes, trzeba na początek mieć bardzo dogłębne jego zrozumienie. Wydaje się to być oczywiste, bo przecież kto by prowadził swój biznes bez należytego zrozumienia tego co robi, prawda? Otóż z czasem to, co jest oczywiste, zaciera się i właściciele mają tendencję do myślenia w kategoriach mierników ważnych dla nich samych, a nie ważnych z punktu widzenia strony, serwisu, użytkowników, klientów. Co ciekawe, im dłużej w biznesie, tym większe niebezpieczeństwo, że rozdzwięk może być znaczny pomiędzy tym, na co zwracają uwagę właściciele serwisów, a tym co naprawdę powinni śledzić, mierzyć i czemu bardzo uważnie się przyglądać.

Ten artykuł będzie więc poświęcony temu, co rzeczywiście warto mierzyć, czemu się przyglądać od czasu do czasu, a co sprawdzać codziennie albo wręcz na bieżąco, jak trzymać rękę na pulsie i jak zapobiec powstawaniu rozdźwięku między klientem a serwisem.

Na początek więc bardzo ważne pytanie.

Co można mierzyć?

Odpowiedź trywialna: mierzyć można prawie wszystko.

Ważniejsze jest inne pytanie: co warto mierzyć?

Odpowiedź mniej trywialna, ale ciągle mało pomocna: to zależy od rodzaju biznesu.

Może więc na początek podam listę rzeczy, które można mierzyć i które w zależności od biznesu są naprawdę dobrymi wskaźnikami, a później podam parę przykładów biznesów i tego, co warto w ich przypadku mierzyć.

Potencjalne wskaźniki do mierzenia (KPI)

Wskaźników jest tak dużo, że warto je pogrupować, przynajmniej na kilka luźno zdefiniowanych grup. Niektóre z tych KPI mogą równie dobrze być w kilku lub w każdej z tych grup, ale trochę ustrukturyzowania powinno pomóc w szerszym spojrzeniu na typy wskaźników.

Ruch na stronie

  • Wskaźniki konwersji (liczba wejść na stronę vs. liczba kliknięć do strony z produktem, liczba wizyt na stronie z produktem vs. liczba dodań do koszyka, liczba dodań do koszyka vs. liczba dokonanych zakupów, liczba wejść na stronę vs. liczba zakupów, liczba wejść na stronę vs. liczba zapisów do newslettera itp., można to mnożyć w nieskończoność)
  • Źródła ruchu według typu (% z wyszukiwarek, % z PPC, % z Facebooka, % z newsettera, % z porównywarek itd.)
  • Źródła ruchu przed i po (skąd przychodzi ruch? kto go do nas przysyła? dlaczego? dokąd najczęściej idzie ruch po odwiedzeniu naszego serwisu? czy jesteśmy stroną docelową czy tylko jednym z wielu kroków po drodze do celu?
  • Powód, dla którego ludzie przyszli na stronę (dokonać zakupu? porównać ceny? sprawdzić informacje o produkcie, żeby później kupić w sklepie? zdobyć zniżkę lub kupon?)
  • Rozkład ruchu na kategorie produktów (jeśli jest jeden, to sprawa jest bardzo łatwa; przy kilku trzeba trochę pomyśleć o przedstawieniu oferty w odpowiedni sposób; przy setkach czy tysiącach trzeba opracować całą architekturę przedstawiania produktów i nawigacji po serwisie, oceniając które kategorie reprezentują jak duży procent ruchu, procent przychodów, procent powodów, dla których w ogóle przyszli na stronę)
  • Czas spędzony na stronie (dlaczego akurat tyle? czy chcę, żeby było więcej, mniej czy tyle samo? ile czasu średnio spędzają ci, którzy w końcu coś kupią, a ile ci, którzy przyszli, ale nic nie kupili? czy widać korelację? czym jest spowodowana?)
  • Liczba odwiedzonych stron w trakcie wizyty (wszystkie dodatkowe pytania identyczne jak powyżej: dlaczego? czy kupujący odwiedzają więcej czy mniej? czy jest korelacja? czym spowodowana?)
  • Strony, z których użytkownicy najczęściej opuszczają nasz serwis (dlaczego właśnie tam? których elementów brakuje, żeby poszli dalej?)
  • Trendy (dni tygodnia; dni tygodnia vs. weekend czy święta; pory roku; sezonowość ze względu na charakterystykę produktu; porównanie do poprzednich tygodni/miesięcy/lat)
  • Standardowe wskażniki ruchu na stronie: unikalni użytkownicy (UU), odwiedziny, wyświetlenia stron, bounce rate, CTR

Klienci

  • Liczba zamówień
  • Średnia liczba produktów per zamówienie
  • % nowych klientów vs. powracający
  • Liczba dni / wizyt do dokonania zakupu (czy klienci kupują podczas pierwszej wizyty? trzeciej? piętnastej? po 3 dniach? po miesiącu od pierwszej wizyty? dlaczego?)
  • Częstotliwość powracania i kupowania (potencjalny kolejny zakup za miesiąc, za rok, jutro?)
  • Churn rate (% osób, które przestały być klientami czy zrezygnowało z usługi; ma sens przeważnie przy usług naliczanych miesięcznie, abonamentach itp.)
  • Satysfakcja klientów (w danym okresie; trend; powody)
  • Procent osób porzucających koszyk zakupów bez dokonania płatności
  • Liczba zarejestrowanych kont (w sumie; nowych w danym okresie; trend)
  • Liczba osób zapisanych do newslettera (w sumie; nowych w danym okresie; trend; procent wypisujących się w danym okresie)
  • Średni czas od złożenia zamówienia do dostarczenia produktu (w przypadku fizycznych produktów oczywiście)

Finansowe wskaźniki

  • LCV (Lifetime Customer Value, jeden z najważniejszych wskaźników, paradoksalnie też jeden z najrzadziej obliczanych czy znanych przez serwisy e-commerce; powinien określać większość strategii zdobywania klienta, obliczania rentowności itp.; rzeczywistość jest taka, że jest albo w ogóle niestosowany, albo źle obliczany, albo też mylnie kojarzony z wysokością pierwszego przychodu od danego klienta)
  • CPA (Cost Per Acquisition, czyli ile płacimy za zdobycie klienta; LCV ma tutaj ogromne znaczenie, dlatego tak ważne jest znać ten wskaźnik; czy płacenie 50PLN za zdobycie klienta, który robi zakup na 30PLN ma sens? jeśli ten klient będzie wracał do nas jeszcze wiele razy, za każdym razem znowu wydając 30PLN, to jak najbardziej ma sens, a jeśli to jego jednorazowy zakup, to czas rozglądać się za nowym zajęciem, najlepiej nie mającym nic wspólnego z matematyką i pieniędzmi)
  • Średnia wartość zamówienia
  • Średni zysk per zamówienie (ile rzeczywiście zarabiam na danym kliencie?)
  • Średnia marża per zamówienie (ile % od wartości zamówienia to mój zysk? jeśli dużo, to czy są dostatecznie duże bariery wejścia na rynek, żeby nie mieć za chwilę 50 konkurentów?)
  • Marża dla danych kategorii produktów, dla danych typów ruchu (SEO, PPC, Facebook itd.), dla konkretnych produktów
  • Koszty kampanii reklamowych i ROI z tych kampanii (krótkoterminowy, porównywany do wygenerowanych przychodów; długoterminowy, porównywany do LCV)
  • Procent zwrotów i koszty z tym związane (dla danych kategorii, produktów, typów ruchu)
  • Standardowe wskaźniki finansowe: przychód, zysk brutto, zysk netto, wydatki na reklamę

Co po zmierzeniu?

Mierzenie jest oczywiście ważne i ekscytujące (dla tych, których podniecają wykresy, trendy, tabele i historie za nimi stojące. mnie podniecają), ale mierzenie nie jest celem samym w sobie. Cały ten żmudny proces identyfikacji, obliczania i śledzenia odpowiednich mierników ma na celu po pierwsze dawać nam odpowiedzi na ważne pytania, ale też (co może być jeszcze ważniejsze), stawiać kolejne, odpowiednie pytania. Jeśli nie wiemy co w naszym serwisie nie działa, to ciężko to naprawić, błądząc po ciemku. Jednak kilka dobrze postawionych pytań prowadzi do stworzenia kilku testów, które dają odpowiedzi na te pytania i jeśli zostały one postawione prawidłowo, to efektem końcowym jest polepszenie najważniejszego wskaźnika ze wszystkich, jednego wskaźnika, by wszystkimi rządzić, czyli wskaźnika na koncie bankowym. Czy mam więcej, niż miałem miesiąc temu? Jeśli tak, to prawdopodobnie idę w dobrym kierunku.

Jakiego typu odpowiedzi możemy uzyskać i jakie pytania mogą powstawać w procesie wyboru i mierzenia naszych najważniejszych KPI?

  • Który kanał przynosi mi największe zyski? (SEO? PPC? Porównywarki? Promocje? Display? itp.)
  • Który kanał generuje najwyższe marże? (Jeśli ruch z Facebooka przynosi mi relatywnie małe przychody, ale ma wysoką rentowność, bo mało za niego płacę, to może powinienem się bardziej skupić na zwiększeniu procentowego udziału tego ruchu na mój serwis?)
  • Które produkty są najbardziej dochodowe? (Czy odpowiednio je wyświetlam i promuję na stronie głównej? Czy wyświetlając tylko produkty z najwyższą marżę stwarzam wrażenie, że mam ubogą ofertę? Czy mam odpowiedni product mix na stronie głównej? Czym dochodowe produkty różnią się od tych mniej dochodowych? Czy mogę to zmienić w przypadku tych z niższą marżą?)
  • Które produkty są najszczęściej kupowane razem? (Jeśli jest kilka popularnych kombinacji, to może automatycznie powinienem proponować kupującym jeden z produktów drugi jako upsell? Tym samym zwiększam przychody, średnią wartość zamówienia, marżę itd.)
  • Skoro wiem z których stron najczęściej ludzie odchodzą, to teraz muszę się dowiedzieć dlaczego (czy oferta została nieodpowiednio przedstawiona? czy klient nie ufa mojemu serwisowi? czy mówię odpowiednim językiem? czy mam za dużo albo za mało kroków po drodze do dokonania zakupu?)
  • Jakie przełożenie ma zmniejszenie/zwiększenie ceny na moje zyski? (czy zmniejszenie ceny zwiększa zyski? do którego momentu? czy też może odwrotnie? gdzie jest punkt optymalny?)
  • Z którego ruchu mogę zrezygnować? (Jeśli jeden typ ruchu ma niską rentowność, ale wysoki współczynnik włożonych zasobów (finansowych, czasowych, ludzkich), to jest to pierwszy kandydat na zrezygnowanie z tego kanału)
  • Czy odpowiedni ruch idzie na odpowiednie strony? (Przy dobrym określeniu typów ruchu i jego oczekiwań można skutecznie przekierowywać go na odpowiednie podstrony z dostosowanym przekazem i ofertą)

Przykłady dobrych rzeczy do mierzenia i dobrych pytań z nich wynikających, na podstawie realnych klientów i prawdziwych sytuacji:

Przykład 1.

Sklep z wieloma produktami z jednej branży (bardzo zbliżone do siebie). Liczba produktów liczona w setkach albo tysiącach. Jednakże 90% zysków pochodziło ze sprzedaży jednego produktu (w trzech jego odmianach).

Pytanie: czy reorganizacja strony głównej z wyglądu bardziej przypominającego sklep z tysiącami produktów i szerokim asortymentem na stronę przypominającą sklep z praktycznie tylko kilkoma produktami przyniesie odpowiednie efekty? Czy kanibalizacja innych produktów na korzyść głównego nie przewyższy dodatkowych przychodów z tego podstawowego produktu?

Odpowiedź: test przeprowadzony na stronie głównej, który miał na celu usunięcie z niej ile tylko można i skupienie się najbardziej jak można tylko na jednym produkcie, przyniósł taką odpowiedź:
przychody +40%, zysk +45%.
Z jednego testu! Prawda, że mierniki + trochę myślenia + testy = dobra rzecz?

Przykład 2.

Bardzo duża kwiaciarnia online (sprzedająca na cały świat).

Problem: duży współczynnik odrzuceń na stronie głównej. Jeśli już ludzie wchodzili głębiej, to współczynnik konwersji był na bardzo przyzwoitym poziomie.

Pytanie: dlaczego? Żeby uzyskać odpowiedź na to pytanie i móc postawić kolejne, zostały przeprowadzone sesje testowe z użytkownikami, z których jednoznacznie wynikło, że powodem jest brak zaufania do sklepu. Ludzie nie znali firmy (mimo, że była bardzo duża) i przez to zaraz po wejściu opuszczali stronę. Pytanie właściwe brzmiało więc „jak to zmienić?”

Odpowiedź: tak prosta, banalna i skuteczna, że aż genialna. Dodanie jednego (!!!) elementu w nagłówku strony (na poziomie logo, nawigacji itd.) poprawiło konwersję i przychody o 25%. Tym elementem było pokazanie liczby fanów na Facebooku danej kwiaciarni, liczonej w setkach tysięcy. Odpowiednie umieszczenie i odpowiednie przedstawienie tego elementu (ciężko było go przeoczyć) dało właśnie efekt tego 25% wzrostu. Prawda, że niesamowite? Znowu dzięki kilku prostym pytaniom i jednej prostej odpowiedzi, z małym dodatkiem myślenia pomiędzy.

Co dalej?

Jak widać, uzbrojeni w arsenał odpowiedzi uzyskanych z naszych wskaźników, uzyskujemy jeszcze mocniejszy arsenał dobrze postawionych pytań, każde z których może zostać odpowiedzianie poprzez odpowiednio przeprowadzony test. No a dobry test, to wygrywający test, a wygrywający test to przeważnie polepszenie jednego wskaźnika, by wszystkimi rządzić, a polepszenie tego wskaźnika to ogólne szczęście, ładniejsze kobiety, szczęśliwsza żona, jaśniejsze słońce i bardziej żywe życie (wersja dla kobiet: ładniejsi i milsi faceci, szczęśliwszy i bardziej szarmancki mąż, brzydsze koleżanki i więcej butów). Ogólnie mówiąc: to, o co nam w życiu chodzi.

Kolejne części przewodnika będą już właśnie o tym: szczęściu i przeprowadzaniu testów (niekonieczenie w takiej kolejności).

Nie chcesz przegapić następnych części? Wpisz swojego maila poniżej i otrzymasz je na maila od razu jak tylko się pojawią.
Szczęście na maila – któż by odmówił?…

Kategorie
Analiza optymalizacji Case study Optymalizacja konwersji

RTV EURO AGD (euro.com.pl) – analiza i rekomendacje

Jak już wspominałem w poście o dawaniu porad dot. konwersji, mija się to z celem, ale mimo to będę to robił.

Dzisiaj na tapetę idzie pierwsze miejsce z najpopularniejszych serwisów e-commerce (Raport Internet Standard eCommerce 2012, czerwiec 2012). Jest to RTV EURO AGD (euro.com.pl).

Dlaczego zdroworozsądkowo mija się to z celem? Otóż jest na to wiele powodów.

  • Nie mam dostępu do ich statystyk
  • Nie znam danych demograficznych klientów
  • Nie mam dostępu do klientów
  • Nie mam możliwości ich przepytania
  • Nie wiem czy przeprowadzali testy w przeszłości (tego akurat się dowiedziałem w śmieszny sposób, więcej o tym poniżej)
  • Nie wiem co było wcześniej testowane i jakie były wyniki
  • Nie mam dostępu do danych sprzedażowych
  • I tak dalej. Można zauważyć pewną tendencję.

Żeby jednak to ćwiczenie oceniająca miało przynajmniej śladowe ilości sensu, dla każdego z powyższych braków będę stosował wiele założeń i na podstawie tych założeń wysnuwał wnioski. Oczywiście przy każdym założeniu mam dużą szansę minać się z prawdą, co podda w wątpliwość efekty końcowe, ale bardziej mi chodzi o pokazanie procesu, niż przejmowanie się czy w każdym szczególe mam rację.

Zresztą w przypadku skutecznej optymalizacji konwersji (mając pełny dostęp do wszystkich danych) nie ma miejsca na wątpliwości, bo na każde pytanie i każdą wątpliwość po prostu tworzy się test, który daje jasną odpowiedź. W liczbach. I w słupkach. Zielony: dobrze; czerwony: źle.

Ze względu więc na tak długą listę założeń i ogrom serwisu, przyjrzę się tylko stronie głównej oraz kilku elementom całości. Na więcej nie ma ani czasu, ani miejsca, ani sensu.

Na początek więc strona główna.

Strona główna – euro.com.pl

Na początek chwila na zapoznanie się z kodem. Może uda się zobaczyć jakich narzędzi używają, co mają, czego nie mają itp.

Szybkie i pobieżne przejrzenie daje nam odpowiedź na to czy używają Google Analytics: używają.

Śmieszny kawałek kodu pokazuje też, że testy na pewno były przeprowadzane w przeszłości. Obecnie raczej nie są, bo mimo użycia wielu różnych przeglądarek i łączenia się bez cookies, pojawiała się jedna wersja strony.

Kod świadczący o testach w przeszłości:

Testy więc były i możliwe, że coś nawet popsuły w trakcie. Może to sugerować, że narzędzie do testowania było robione in-house, a nie np. Google Website Optimizer (obecnie Content Experiments), Visual Website Optimizer czy Optimizely.

Ciekawe co było testowane i jakie były wyniki…

Disclaimer: przy oglądaniu wyników testów doznaję uczucia na tyle zbliżonego do podniecenia, na ile się da będąc przy komputerze i mając ręce na klawiaturze.

Przyjrzyjmy się więc z czym mamy do czynienia na stronie głównej.

Co my tu mamy?

Na początek staram się ocenić gdzie strona chce skierować moje zainteresowanie. Ewentualnie gdzie powinna kierować, a tego nie robi.

Ewidentnie darmowa dostawa jest wyeksponowana. I bardzo dobrze, to silny argument sprzedażowy, szczególnie w Polsce. Klienci na to zwracają uwagę, klienci to cenią, więc jak najbardzie komunikowanie tego ma sens.

Drugi wyróżniający się element to duży slider z 6 ofertami. Domyślam się, że to są obecnie promowane oferty, oferty podmiotów współpracujących (de facto płatna reklama) czy produkty z najwyższą marżą.

Każda z tych opcji ma oczywiście sens, jednak nie przepadam za sliderami. Po pierwsze, są irytujące. Po drugie, ich skuteczność jest wątpliwa.

Dlaczego irytujące? Bo nawet jeśli już zwrócę na nie uwagę i zacznę czytać, to za chwilę mi znika to, co czytałem. Wywoływanie frustraci u potencjalnego klienta, nawet na kilka sekund, nigdy nie odbija się dobrze na konwersji.

Dlaczego niekoniecznie skuteczne? Wiele badań i testów na to wskazuje, zarówno z moich własnych doświadczeń, jak i innych: [1], [2], [3] itd.

Rozumiem jednak ich użycie na dużych serwisach. Potrafię wyobrazić sobie proces decyzyjny w dużej firmie:

– Microsoft chce nam sporo zapłacić za promowanie Windows 8 na głównej stronie, co z tym robimy?
– Dajmy link w „aktualnie oglądanych”.
– Ale oni chcą duży baner, miniaturka ich nie satysfakcjonuje. No i są gotowi odpowiednio zapłacić.
– Zelmer i Sony też mają swoją ofensywę sprzedażową i dobre budżety, co z nimi?
– A nasze promocje? Przecież o swoje produkty wysokomarżowe też musimy dbać!
– To może zróbmy slider, dajmy wszystko duże i zmieniające się co kilka sekund.
– I wilk syty, i owca cała! Każdemu z partnerów będziemy mogli powiedzieć, że mają swój segment 680x240px na głównej, above the fold. Winning!
Każdy z szefów działów po powrocie do swoich teamów:
– Wywalczyłem dla nas segment na głównej!

Efekt?

Przerysowane? Pewnie tak, ale pokazujące liczbę wewnętrznych sił ciągnących w różne strony. Bez dyktatora, który po wysłuchaniu wszystkich wybierze jedno rozwiązanie, ani rusz.

Ok, idźmy dalej. Poniżej idzie lista „Aktualnie oglądane towary”. Dobry pomysł? Można by pomyśleć, że tak, bo przecież Amazon ma taką samą, w tym samym miejscu:

Tyle że w przypadku Amazona jest to rzeczywiście lista aktualnie oglądanych towarów. Jest dynamiczna, towary się zmieniają, widać, że to żywy sektor. W przypadku Euro? Warto zwrócić uwagę na jeden z boksów poniżej: „Promocje tygodnia”. Prawie wszystkie pozycje się powtarzają. No i i „aktualnie oglądane” są praktycznie cały czas te same produkty. W ciągu kilku godzin testów żaden z produktów się nie zmienił. Raz tylko zamieniła się kolejność dwóch produktów.

Nic złego nie ma oczywiście w eksponowaniu promocji, tylko po co wtedy nazywać to aktualnie oglądanymi towarami? Bo Amazon tak robi? Dziwna decyzja, jestem ciekaw czym była podyktowana.

Na stronie głównej są jeszcze dwa elementy, które są bardzo ważne w przypadku tak dużych i zróżnicowanych serwisów: wyszukiwarka i… newsletter.

Wyszukiwarka pomaga w najważniejszym: pokazaniem potencjalnemu klientowi jak najszybciej tego, czego szuka. Każde zaoszczędzone kliknięcie jest na wagę złota.

Newsletter jest kluczowy przy maksymalizacji LCV (Lifetime Customer Value). Klient już coś od nas kupił? Świetnie! Największa bariera została więc przełamana, idźmy za ciosem! Cała żmudna praca sprowadzenia klienta, przekonania go do kupna, przekonania do wyłożenia własnych pieniędzy tylko po to, żeby potencjalnie nigdy więcej klienta nie zobaczyć? Jeszcze pół biedy jeśli kupił, przynajmniej możemy zebrać jego maila w trakcie procesu kupowania. A co jeśli tylko przyszedł, prawie kupił, ale jednak nie został do końca przekonany albo potrzebuje czasu do namysłu? Wyłóżmy mu drogę do powrotu czerwonym dywanem.

Wyszukiwarka

  • Możliwe, że słabo wyeksponowana (jeden test by dał na to szybką odpowiedź)
  • Nie ma podpowiedzi w czasie rzeczywistym (nieakceptowalne w dzisiejszych czasach)

Newsletter

Tak ważny element powinien być bardziej wyeksponowany. Prosty pop-up na starcie z efektywnym zachęceniem do zapisania się powinien pomóc nam zebrać pokaźną bazę maili osób, które aktywnie poszukują produktów do kupienia. Szczególnie, że taka zachęta jest, ale głęboko schowana! Kupony rabatowe.

Podejrzewam, że bardzo prosty, nieduży, nieinwazyjny pop-up z zachętą w stylu „Zapisz się do naszego newslettera, żeby otrzymać kupon rabatowy na 5% zniżki przy kolejnym zakupie” byłby skuteczny. Później już pozostaje tylko zmierzenie czy dodatkowe dochody z newslettera równoważą potencjalnie obniżoną konwersję na stronie głównej (o ile się obniży). Warte przetestowania? Zdecydowanie.


 

Nie tylko do strony głównej jednak się ogranicza serwis. Wręcz przeciwnie. Na samej stronie głównej nie generuje się żadna sprzedaż. Wszystko się dzieje głębiej.

Co jeszcze więc można testować?

  • Nawigacja (czy wybrane elementy pokrywają 80% use-case’ów? czy zostały dobrze dobrane? czy inny układ albo inny dobór były testowane?)
  • Obrazki (mniejsze? większe? mniej? więcej? sterylne? bardziej „ludzkie”?)
  • Co ma być zamiast slidera na górze
  • Live chat (bardzo ważny element sprzedażowo-decyzyjny; kod źródłowy pokazuje, że albo jest, albo kiedyś był, ale obecnie go nie widzę, może z powodu późnej godziny)
  • Layout
  • Długość strony
  • Stopkę
  • Proces kupowania (ile kroków? czy wszystkie potrzebne? gdzie ludzie najczęściej opuszczają serwis, nie dokonując zakupu? dlaczego właśnie tam? o ile informacji prosić? ile można prosić przed dokonaniem zakupu, a ile można przenieść po?)
  • Setki innych elementów

Czy strona jest więc dobra czy zła? Wiem jedno: niedostatecznie testowana. Przy tego typu serwisach, a nawet generalnie przy każdym serwisie e-commerce, jeśli w każdym momencie nie jest przeprowadzany co najmniej jeden test (a idealnie kilka), to w tle osób decyzyjnych powinna być muzyka grozy (jak w horrorach, kiedy zbliża się coś złego) i ledwo słyszalny tupot nóżek uciekającyh okazji i niezdobytych profitów.

Może testy na euro.com.pl się odbywają, może są głębiej, może ich nie zauważyłem. Jeśli tak, to świetnie. Jeśli nie, to powyższy akapit pozostaje w sile.

Podsumowanie

Czy RTV EURO AGD robi więc dobrą robotę? Pewnie tak, w końcu jest największym serwisem e-commerce w Polsce. Nikt nie znajduje się w takiej pozycji przez przypadek. Czy mogą jednak robić jeszcze lepszą robotę? Bezapelacyjnie. Nawet jeśli raz się dobrze odpowiedziało na wszystkie pytania, to czas stawia nowe pytania, a jedynym pewnym sposobem na odpowiedzi jest testowanie. Worek świeżych testów pod choinką życzę euro.com.pl